dziurawcałym

zdrowy rozsądek. oczy i uszy szeroko otwarte. polityka. media. gospodarka.

A może gang bang quad?

Skomentuj »

Jakkoliwek uważam, quadowców za bezmózgich szkodników i leczących kompleks krótkiego wacusia, to fantazji nie mogę im odmówić.

Zatem panowie quadowcy – wielokrotnego smacznego!

IMG00068

Written by zajac

czerwiec 22, 2009 at 8:43 pm

Napisane w co nas wkurwia

Tagged with , ,

Szok i przerażenie

Skomentuj »

Dlaczego? Jak mogło do tego dojść? Niesamowita historia w TVN24. Akurat na 3 minutę faktów, wciśnięta między info o wejściu Wolski do ERM2 a historii jakiegoś bandyty. Pani Tadla naprawde przejęta a na twarzy maluje się satysfakcja ze sprzedaży ekskluzywnego niusa.

Platformie spadło 4%. Pisuarowi podskoczyło o jakis tam zbliżony %.

I już jest nius. Można go podać na czerwonym pasku i zaprosić znanego komentatora Migalskiego i wałkować temat do poźnej nocy.

Jaka stacja taki news.

Written by zajac

luty 23, 2009 at 7:12 pm

Napisane w Uncategorized

Microsoft: cool czy do bani

z jednym komentarzem

Microsoft jest korporacją zbyt dużą, by ogarnąć to, co się dzieje wewnątrz organizacji. Fajnie pokazuje to ten wspis na blogu programisty, pokazujący, jak projektowanie jednego okienka, w którym znajduje się opcja wyłączenia systemu Windows Vista, zabrało im rok użerania się na kilkudziesięcioosobowych zebraniach.  Przy czym efekt jaki jest, każdy widzi.

Pal licho, jeśli problemy korporacyjnego słonia ograniczały się do wnętrza firmy. MSFT jednak nie panuje nawet nad zewnętrznym przekazem. Na dowód natknąłem się przypadkowo dzisiaj. Fajny filmik reklamujący koszulki Microsoft zaprojektowane przez rapera Commona. Fajne wzornictwo, ciekawy i nowoczesny przekaz, fajna postać (bo Common jest z tych raperów, których można nazwać muzykami). Formuła tego filmu spokojnie pasowałaby do tak modnej firmy jak Apple. Tymczasem to przedsięwzięcie całkowicie niszowe, do którego mogą dotrzeć tylko fanatycy, lub przypadkowi surfujący, jak ja. 

Tymczasem oficjalny przekaz Microsoftu to drętwe reklamy z serii I’m a PC. Ich przekaz obnażał bezradność firmy, która nie potrafiła wymyślić nic bardziej chwytliwego niż własną wersję sloganu Apple “I’m a Mac”.

Zakopanie gdzieś w czeluściach korporacyjnego microsoftowego www tak fajnego przekazu pokazuje, że nikt nad zewnętrznym przekazem nie panuje.  A więc? Microsoft cool czy square?

Written by bogusz

luty 13, 2009 at 2:07 pm

Napisane w Uncategorized

Krótka historia stosunków Polsko-Niemieckich

z 3 komentarzami

Cedynia 972 r.

Grunwald 1410 r.

Prowokacja Gliwicka 1939 r. 

Incydent Monachijski 2009 r. 

Written by bogusz

luty 12, 2009 at 2:14 pm

Napisane w ludzie, polityka

I w miejsce słów “być może” dajemy “z pewnością”

Skomentuj »

clipboard01

Written by zajac

luty 7, 2009 at 12:09 am

Napisane w Uncategorized

Potencjalne dobre strony kryzysu

z 2 komentarzami

Z pewną nadzieją patrzę kryzys gospodarczy, mimo że wszyscy dookoła mówią o tym, ile kosztuje już frank. Liczę że kryzys skończy z przyspieszającą jak kula śniegowa rotacją towarów, która stała się kołem zamachowym gospodarki sterroryzowanej przez słupki corocznego wzrostu przychodów.

Rotację najbardziej widać w elektronice, bo gadżety najszybciej idą do przodu. Np. nowe modele MacBooków Apple wychodzą na rynek średnio co 195 dni. Czyli kupując nowego laptopa w dniu premiery, mamy niecałe 200 dni, zanim poczujemy coś w rodzaju „cholera, wtedy dopłaciłem, a teraz w nowym modelu dają to za darmo”. Podobnie z samochodami, które przecież z natury są czymś, co ma nam służyć przynajmniej 2-3 lata. W Europie tego zjawiska jeszcze nie widać, ale w USA (przynajmniej do niedawna) już w środku lata zaczynały się kampanie reklamowe samochodów z przyszłego rocznika. Choćby był to obecny na rynku już parę lat Ford Focus, to edycja 2009 jest reklamowana jako przełomowo lepsza niż 2008.

Budowanie produktów, które są po prostu dobre i będą długo dobrze działać, jest w niczyim interesie. Jeżeli zrobimy komputer czy samochód, które przy normalnym użytkowaniu będą super działać nie przez 2-3, a 8-10 lat, to firma sprzedając taki produkt, nawet drogo, na kilka najbliższych lat ma z głowy klienta, nie zarobi na nim. Tak było z mercedesami „beczkami”, które na taryfach jeździły po 20 lat. Dlatego opłaca się robić produkty wystarczająco dobre, ale nie opłaca się już ich wciąż udoskonalać.

Jednocześnie opracowywanie nowości powoduje, że firmy balansują na finansowej linie. Skutek jest taki, że spadek przychodów w skali jednego kwartału o 5 proc. zagraża istnieniu firmy. Czy wyobrażacie sobie, by np. wasz domowy budżet zaczął się rozpadać po zmniejszeniu pensji o 5 proc.? Oczywiście, my, konsumenci, sami to stymulujemy, delirycznie domagając się wciąż nowinek. Pamiętacie kolejki koczujących w oczekiwaniu na premierę iPhone?

Pogoń większości konsumentów za nowinkami ma swoją cenę, czyli wszechobecną „kulturę beta”. Niedopracowanie najnowszych modeli wszystkiego sprawia, że każdy trzeźwo myślący konsument wie, by samochodu, elektroniki, oprogramowania czy jakiegokolwiek sprzętu o stopniu złożoności większym od łopaty, nie kupować od razu. Raczej tylko po tym jak ukażą się poprawki oprogramowania, wyjdą wady fabryczne, a producent aut wezwie właścicieli nówek do serwisu, bo nie przetestowana do końca śrubka (mało czasu!) może ich na zakręcie wysłać do Krainy Wiecznych Łowów.

Zasilane przez nas, głosujących portfelami, terror nowości i rotacja produktów sprawiają też, że mamy coraz więcej opcji do wyboru, decyzji do podjęcia. Barry Schwartz w „Paradox Of Choice” napisał, że zbyt wiele możliwości wyboru utrudnia podejmowanie decyzji. Wybór ze 100 opcji nowego samochodu jest znacznie trudniejszy niż z pięciu. Co więcej, nawet kiedy w końcu decyzję podejmiemy, nie jesteśmy z niej zadowoleni, bo żałujemy innych, nie wybranych opcji. W bólach kupiliśmy np. Nissana, ale już dzień po żałujemy, że to jednak nie była Toyota. Z powodu mnogości wyborów, nie zawsze jesteśmy w stanie docenić swoją decyzję, nawet jeśli była naprawdę dobra.

helpline

Rotacja i terror nowości wywierają zły wpływ na nas samych. Jak wskazuje Schwartz, mnogość opcji wyboru prowadzi do obwiniania samego siebie za złe decyzje. Jeśli kupując samochód, jak np. w latach 70., mieliśmy do wyboru tylko malucha i fiata 125, to kiedy wóz okazywał się do bani, to właściciel nie był winny: „Cóż miałem kupić, nie było innego wyboru”. Jeśli jednak nie jesteśmy zadowoleni z decyzji podjętej w sytuacji, kiedy opcji wyboru było 100, to winni jesteśmy my sami. „Powinienem szukać lepiej, pewnie coś przeoczyłem”. Większe możliwości wyboru powodują, że nie mamy już łatwych wytłumaczeń dla złych decyzji.

 

Dlatego, jeśli z powodu globalnego kryzysu kołowrotek nowości i rotacji zwolni, jeśli firmy dostrzegą, że model komórki z 2006 dużej części rynku jest nadal dobry w 2009, jeśli 5 proc. spadek przychodów firm nie będzie zagrażał ich istnieniu, jeśli nie będziemy marketingowym batem popędzani do podejmowania coraz to nowych decyzji, to kryzys choć w jakiejś części okaże się zbawienny w skutkach. Naiwne to oczekiwania, ale szczere.

 

 

 

Written by bogusz

luty 5, 2009 at 5:35 pm

Napisane w gospodarka, inne

Dlaczego piraci mają się dobrze

Skomentuj »

Coś mnie podkusiło, by sprawdzić w sieci, co słychać u Michaela Brooka, którego muzykę bardzo lubię. Najświeższe rzeczy, które sygnował własnych nazwiskiem, a o których istnieniu widziałem, pochodziły z końca lat 90. Szybki Gugiel pokazał, że pan Brook wydał nową płytę w 2006 r. O!

I co? Jajco. Lubiący muzykę młody posiadacz 1) gotówki 2) aktywnej karty kredytowej, której do wykorzystania limitu brakuje więcej niż cholernie dużo 3) cierpliwości + dobrych chęci może się pocałować w zadek, jeśli jest wygimnastykowany.

Płyty „RockPaperScissors” nie ma w Empiku, Merlinie, Trafficu, na Allegro, na polskim eBay. Polak nie może kupić mp3 w iTunes czy Amazon bez oszukiwania i kombinacji alpejskich. Ściąganie płyty z amerykańskiego eBay kosztuje sporo więcej niż 100 zł, co jest lekką przesadą.

Odpalenie Google w poszukiwaniu pliku z muzyką natychmiast zwraca odpowiednie wyniki. Nie trzeba mieć nawet programu p2p, typu eMule czy inny Soulseek, by to znaleźć i szybko pobrać na komputer. W polskich sklepach z mp3, jak np. Muzodajnia Plusa, dominuje Doda, Zucchero i inne manekiny. Próby odnalezienia tam czegoś bardziej wysublimowanego przypominają poszukiwanie maklera giełdowego w legendarnym „Barze Gdańskim” w Bydgoszczy, gdzie wino było na kubeczki, fajki na sztuki, a draska gratis.

Strasznie to wkurzające, zwłaszcza, że dotyczy naprawdę dobrej muzyki:

Written by bogusz

luty 4, 2009 at 6:52 pm

Napisane w co nas wkurwia

Bankomat Unii

z 8 komentarzami

Komisja Europejska chyba potrzebuje nagłej gotówki. To mi przyszło na myśl, kiedy przeczytałem, że KE chce znów ukarać Microsoft za praktyki monopolistyczne. Niecały rok temu wlepili im 900 mln euro kary. Wtedy poszło o zatajanie szczegółowych informacji o produktach Microsoft, przez co konkurencja nie zawsze mogła produkować programy, które współpracowały bezproblemowo z np. Windowsem czy Wordem.

Teraz Komisja Europejska przyczepiła się do przeglądarki Internet Explorer, która jest elementem systemu Windows. Że sprzedawanie jej razem z systemem sprawia, że dostawcy innych przeglądarek (jak Firefox, Opera, czy Chrome, z której klepię te słowa), stoją na przegranej pozycji względem IE (a Windows działa w 88 proc. pecetów na świecie).

Ciekawe jednak, czy unijni urzędnicy zadali sobie pytanie, jak – jeśli z Windows zniknie Internet Explorer – będzie można ściągnąć z sieci alternatywną przeglądarkę? Hm? Fakt, można to zrobić przez FTP, ale poradzi sobie z tym 0,1 proc. użytkowników.

Po drugie, taką samą politykę jak Microsoft stosuje Apple, który do swojego systemu Mac OS dołącza przeglądarkę Safari. Apple ma prawie 10 proc. rynku systemów operacyjnych na świecie i sprzedaje swoje produkty w UE. Mimo to, KE się ich nie czepia.

Dla KE są zatem równi i równiejsi, firmy które łamią reguły konkurencji, i inne, które robiąc dokładnie to samo, nie naruszają unijnego prawa. Coś mi się wydaje, że Microsoft, który na brak kasy nie może narzekać (ponad 60 mld dol. przychodów ostatnio), jest ofiarą swojego kiepsiego wizerunku i zaciętego lobbingu w Brukseli, który prowadzi do idiotycznych paradoksów. Bo niczym innym nie można nazwać sytuacji, kiedy Bruksela chce „dla dobra konsumentów” wymusić sytuację, kiedy każdy kupiony w UE nowy komputer nie będzie zdolny do połączenia się z siecią, by sprawdzić np. pilnego maila. Trzeba będzie wzywać pryszczatego informatyka z piętra wyżej i postawić mu piwo, lub zapłacić za komercyjną usługę zainstalowania wybranej przeglądarki. Horej!

A może ktoś po prostu nie lubi Microsoftu? To prawdopodobne, zważywszy na to, jak czasem zachowuje się szef firmy:

Ale wbrew szit-wizerunkowi jego firmy polecam obejrzeć filmik poniżej. Pokazana w nim technologia nie jest już prototypem, można wypróbować za darmo tutaj. Może powinni unijnym urzędnikom to dać do zabawy? 

Written by bogusz

styczeń 18, 2009 at 8:36 pm

Napisane w gospodarka, technologie

Tagged with , ,

Palikotopolemika

z 2 komentarzami

Od stałego pt. Czytelnika, który woli posyłać swoje refleksje mailem, niż wpisać komentarz pod notką, dostałem polemikę w sprawie Palikota. Oto i ona:

 

Nie zgadzam się z częścią Twojej oceny Palikota. Czasem rzeczywiście się wygłupia i nie trafia. Nie podzielam jego czepiania się preferencji sex kaczora. Więcej, uważam to za cos w rodzaju celowego prześladowania. Nie uważam występu z łbem świni za coś wartościowego i przemawiającego.

 

Ale w przypadku Gęsickiej miał 100% racji. To było polityczne prostytuowanie się. Bo słyszałem tą jego wypowiedź i od razu bardziej byłem zaskoczony reakcją Rymanowskiego niż wypowiedzią P. To R. sugerował, i chciał doprowadzić do tego, aby P. potknął się słownie i powiedział o G. prostytutka. Ale on tego nie powiedział. A określenie prostytucja polityczna jest czymś innym od prostytucji stricte. To wiadomo. I dzięki temu problem ujrzał światło i G. musi teraz się wić, i nie wiadomo, kto naprawdę kogo musi przepraszać.

 

P. ma na pewno dłuższą smycz, bo nie zależy od partyjno-parlamentarnej kasy. Może więcej powiedzieć. Może o głupocie powiedzieć, że jest głupotą, a o politycznym kupczeniu własnym intelektem, że jest to prostytuowanie się. Bo nie boi się, z czego jutro będzie żył. Może nie zawsze najlepiej wykorzystuje swoją pozycję.

Wszyscy teraz pochylają się nad czcią kobiety. Tzn. ze kobiecie politycznej głupstwa mają uchodzić płazem? Że głupoty kobiety – polityka nie można nazwać po prostu głupotą? Cześć taka czy inna nie przynależy do płci. Jest, albo nie cechą człowieka. A człowiek w sensie ogólnym nie ma płci. A kiedy zaczynamy się pochylać, całować po rączkach, dzielić płciowo, przyznawać awansem jednej stronie więcej czci, to potem mamy taką paranoję w postaci wysypu, pożal się Boże, rycerzy – obrońcow czci kompletnie niezasłużonej. A teraz obrońcy czci trzymają ze wstydu głowy między kolanami wąchając swoje niemyte klejnoty, ale żaden nie odszczekuje, nie przeprasza. Taaaa…, bo mają swoją cześć i honor.

To tyle. Dziwnawy jest ten P. , ale potrzebny, bo zawsze jest potrzebny ktoś niezależny, kto powie bez ogródek o czymś tak, jak to widzi. Zależni i przestraszeni tego nigdy nie powiedzą, bo wiedzą czym to im grozi.

 

Hm. 

Written by bogusz

styczeń 15, 2009 at 11:08 am

Napisane w Znajomi, polityka

Chodzi o kasę

Skomentuj »

 

Miałem nie pisać o błaznach typu Kurski czy Palikot, bo każda wzmianka o nich oznacza powielanie choć części bredni jakie głoszą, ale zrobię wyjątek. Media z lubością mielą Palikotową hecę, mimo że czują, że to żenada.

Oto kilka wycinków z pierwszej strony wyborcza.pl:

palikocizmy

Takie tuzy publicystyki jak Cezary Michalski na poważnie rozważają, czemu Palikot robi to co robi i dlaczego PO co najwyżej wymierzy mu za żartobliwego to klapsa, grożąc paluszkiem.

Zastanawiające, że nikt nie pisze wprost, że Palikot to jeden z najbogatszych Polaków (330 mln zł w 2006 r.) i do partyjnej kasy pewnie wrzuca więcej niż comiesięczna, dziesięciozłotowa obowiązkowa składka radnego z, powiedzmy, Biłogoraja. To chyba tłumaczy, dlaczego ten poseł ma dłuższą smycz niż inni.

A Palikotowe debilizmy są dla przeciwników PO wygodne, bo wystawiają platformę na strzał na zasadzie „zobaczcie, jaka ta PO zła, po raz kolejny nie może upilnować posła co ma parcie na szkło”. Z drugiej strony, koordynacja Paligłupot z wtopami PO (Tuks na nartach, gazu nie ma), też pewnie nie jest przypadkowa. I tylko założenie polityków, że tych gierek nie widać, jest przygnębiające.

Możnaby tu zacytować piosenkę Kazika Staszewskiego pt. “Czy wy nas macie za idiotów”, ale  Kazik to naiwniak i guzik wie.

Written by bogusz

styczeń 14, 2009 at 1:54 pm

Napisane w ludzie, polityka