Sranie do własnej kieszeni
Rozmawiałem dziś z Zającem używając czatu wbudowanego w skrzynkę mailową. Polecił mi jakiś film, w zasadzie chyba reportaż, o tym jak niesławny Piotr Tymochowicz, specjalista od wizerunku i autor rzekomej metamorfozy Leppera (upieram się że to nadal burak), pokazuje jak z prostego żula robią polityka czy posła. Film nazywa się “Jak to się robi”.
Powiedziałem, że nie mam zamiaru oglądać tego gówna, bo to nic nie wnosi. Już tłumaczę o co chodzi. To część szerszego problemu, który dotyka nas, wyborców.
Straszliwie popularne są śmichy-chichy piętnujące naszych pożal się Boże rządzących. Kiedy JaroKaczo popełni jakiś koszmarny lapsus, jak np śpiewając hymn, czy przyznając się do braku konta, internet puchnie od wysyłanie sobie nawzajem filmików / zdjęć. Ha, ha, ha. Premier się przejęzyczył. Ha, ha, ha. Lepper powiedział że może zatańczyć “Bredgensa”. Ale śmieszne.
Zdaje się, że obejrzenie śmiesznego filmiku z politykiem w roli głównej dla wielu Polaków wyczerpuje potrzebę interesowania się polityką. Wszyscy się śmieją z Renaty Beger i “Anana Kofana”, piętnując oszołomów u władzy, ale kiedy nadchodzą wybory – zostają w domu. No bo interesowanie się bardziej wymagałoby – hm – myślenia ?
O tej naszej bylejakości celnie napisał Tomasz Lis:
“Po co nam wyształcony ustawodawca, jeśli możemy mieć śmichy-chichy z Anana Kofana? Dostajemy w kość, ale możemy się pośmiać. (…) Cóż, to kwestia potrzeb i oczekiwań.”
Kolejne reportaże, programy i śmieszne filmiki, choćby było ich 100 dziennie, a rządzącym zdarzały się coraz gorsze wpadki, nie wnoszą nic nowego, nie posuwają nas do przodu. Jednak jak widać, łatwiej jest się śmiać klikając myszą, niż podnieść dupę w dzień wyborów i pójść do urn. A potem wymieniać się stosami “śmiesznych” maili. Może to za duże słowo jak na ten temat, ale mam wrażenie, że śmiejąc się z takich bzdur, sramy sobie do własnej kieszeni, zamiast robić wszystko, by tych śmiesznych wysadzić z siodełka naszymi głosami.
PS: Linków do wymienionych w tekście wpadek polityków celowo nie podaję. Niech se każdy znajdzie sam, jeśli ma potrzebę porechotania (przez łzy?).

Sęk w tym, że póki nie będzie wyborów, póty nie możemy ich ze stołków zwalić. Oni sami muszą dać nam szansę by się ich pozbyć. A co do wpadek, to dziwnym trafem też o tym pisałem. Wczoraj: http://ramzelsworld.blogspot.com/2007/08/wpadka.html
ramzelsworld.blogspot.com
sierpień 17, 2007 at 2:53 pm
A ja na wybory zawsze chodzilem, chodze i bede chodzil, i moim zasranym prawem jest robic sobie smichy-chichy. Acha jeszcze jedno, ludzie i tak na wybory nie pojda. A jesli bedzie inaczej to mi dupa ze zdziwienia odpadnie. Czego Tobie i sobie zycze.
Lenny
sierpień 23, 2007 at 4:54 pm
mimo wszystko Bogusz, polecam bys obejrzal ten film, zanim go skrytykujesz :)
zajac
sierpień 31, 2007 at 12:01 pm