Masakra w taksówce
Jeśli kiedykolwiek w stolicy będziecie chcieli wsiąść do taryfy firmy korpo-taxi, i będzie to zielony daewoo espero, a kierowca będzie miał czarną czapkę z daszkiem, to nawet jeśli macie spóźnić się na własny ślub, nie wsiadajcie, uciekajcie, nie oglądajcie się, bo taksiarz zaatakuje dowcipem, hje hje hje.
Musiałem zostać do ok. 23 w pracy. Na takich nieszczęśników czekają na szczęście zaprzyjaźnione taksówki. Wychodzę, wsiadam. Taksiarz coś zagaił o złej pogodzie, odpowiedziałem uprzejmie. To był błąd, jak się później okazało. Zagajenie nie było ino wymianą uprzejmości, a sondowaniem, czy klient w ogóle będzie rozmawiał. Facet uznał że tak, i zaczął pokaz.
- Opowiem panu dobry dowcip, dobra?
- No czemu nie.
- Wie pan jak można zjeść żyrandol?
- Nie wiem.
- Jak para uprawia seks, to ona mówi do niego: zgaś żyrandol, to wezmę go do buzi, hje hje hje.
- …
W sumie na początku było ciekawie. Facet był najwyraźniej jakimś zresocjalizowanym gałganem z Pragi, bo „L” wymawiał w sposób „pani pozwoly”, „siedli i wypyly te pół lytra”.
Ale w miarę upływu czasu wyprowadzał kolejne ciosy:
- Czemu Jasio nalewał cioci ciągle tylko pół szklanki wody?
- ??
- Bo tylko tyle mieści się w sedesie, hje hje hje!!
Z pracy do domu mam 25 km.
