Biurowe obsesje, czyli jak kichnąć, by wszyscy słyszeli
Dziś zero polityki i mądrzenia się o wielkich sprawach, a chwila zadumy nad dziwnymi nawykami współplemieńców.
Zainspirował mnie kolega z pracy, który w pobliżu mojego biurka pokonał w ciągu ostatnich 15 minut około 500 metrów, krążąc z komórką przy uchu tam i z powrotem, niczym oszalały więzień w celi. Od jakiegoś czasu zastanawia mnie zjawisko „komórkowego chodzika”, czyli motorek w tyłku, który włącza się z momentem nawiązania połączenia komórkowego. Może zna ktoś jakieś wytłumaczenie?
Inna dziwna rzecz, to kichanie. Część ludzi robi to normalnie, prowokując jedynie życzliwe „na zdrowie” od kilku okolicznych osób. Oczywiście znów mówię o pracy (uroki siedzenia w wielkim open spejsie, czyli biurowym odpowiedniku fabrycznej hali). Otóż często znajduje się jakiś gagatek, który upaja się swoim kichaniem, robiąc to jak najgłośniej, na pełen gaz, przedłużając ostatnie tony w wielkie, wyciągnięte „ććhhhuuuuuuuuuu….” czy inne „aaaaaaa……”. Wiecie o co chodzi. Co ciekawe, w poprzedniej pracy robił tak nasz etatowy biurowy burak, więc zachowanie zgadzało się z wizerunkiem osoby. Jednak teraz wprawianiem biurek w drżenie za pomocą kichania zajmuje się nasz największy openspejsowy elegant i , skądinąd, inteligentny gość. Co ciekawe, nie zrażają go nawet żartobliwo-uszczypliwe uwagi współpracowników, którzy wspominają mu, że kicha jak woźnica na furmance z węglem.
W ogóle, mając w każdej chwili w zasięgu wzroku minimum kilkanaście osób, które mimo wszystko ileś tam czasu w ciągu dnia w skupieniu pracują, można zaobserwować ciekawe rzeczy. Bezwiedne wyrywanie włosów z nosa. Chowanie połowy palca w uchu. „Szycie” nogą w tempie ok. 1000 obrotów na minutę. Wstawanie na chwile, rundka wokół biurka, siad, i cykl od nowa. Czyszczenie śliną koszuli czy spodni. I wiele, wiele innych.
No to miłego poniedziałku!

i jeszcze ci kichajacy sami sobie mowia ‘na zdrowie’
hjuston
styczeń 21, 2008 at 2:04 am
o tak, nieodłączny element rytuału. I to samozadowolenie po wszystkim :)
bogusz
styczeń 21, 2008 at 9:04 am
Niektórzy sami sobie dziękują za powiedzenie “na zdrowie”…
troiu375
maj 17, 2009 at 1:13 pm