Sentymentalnie o NY
Mam mnóstwo cywilizacyjnych „zaległości”. Np. nie jadłem nigdy w życiu sushi. To jednak może poczekać. W międzyczasie nadrabiam inne. Dobre, nieobejrzane wcześniej filmy. Właśnie przerobiłem „Dym” Wayne Wanga, na podstawie scenariusza Paula Austera. Bardzo dobry kawałek spokojnego, wyciszającego kina, który przywołał trochę wspomnień. Rzecz dzieje się na Brooklynie, w takim Nowym Jorku, jakiego nie zdążyłem ani trochę poznać, mimo że byłem tam chwilę. Znalazłem molocha, choć szukałem okolic, w których wszystko dzieje się na rogu ulicy, spokojnie, gdzie nie ma poczucia wielkiej metropolii, a w starym radiu w sklepie leci transmisja meczu baseballa. Z poszukiwań zostało mi ledwie kilka zdjęć, takich jak te:



To jedna z fajniejszych scen w tym świetnym filmie:
A w ogóle, to moje wrażenia z miasta kojarzą mi się z nowojorskim epizodem „Nocy na Ziemi” Jima Jarmuscha. Ktoś mówi w jednym języku, inny w drugim, nie bardzo się wszyscy rozumieją, jest jeden wielki garnek, pozytywne pomieszanie z poplątaniem. Tak jak tutaj:

faktycznie, nie widziec dymu to zaleglosc ktora nalezy nadrobic ;)
Lenny
styczeń 17, 2008 at 11:55 am
jakies 12 lat po premierze. Lepiej pozno, niz wcale :)
bogusz
styczeń 17, 2008 at 12:26 pm
Jak Dym, to i Kawa i Papierosy. Też świetny filmik. W ogóle moje marzenie to pojechać do NY. Różnie o tym mieście mówią, że przereklamowane, że syf, ale mam to w dupie, kocham NY bez względy na wszystko. Choćby z powodu filmów Łódy Allena.
Jaro
styczeń 20, 2008 at 5:53 pm
Zdjecia fajowskie ,ale filmy zostaly nakrecone troche blizej rzeki- przy okazji podesle
magdi
styczeń 21, 2008 at 8:30 am