Młotkowanie technologicznej czarnej dziury

Strach padł na służbowe laptopy w służbie najjaśniejszej. Były już na szczęście minister Ziobro niszczy służbowego notebooka, prokurator z Katowic nadzorujący śledztwo w sprawie Barbary Blidy topi swojego w wannie. Brakuje jeszcze próby ognia i wzięcia kolejnych laptopów głodem.

 

Ludzie PiS odrobili lekcje i zapamiętali, jak z dysku Aleksandry Jakubowskiej odzyskano skasowane dane, które pomogły w aferze „lub czasopisma”. Zakodowało się PiS-owcom, że jakby co, to z nic nie kasować, po prostu młotkiem dziada. Mniej więcej jak w PiS-owskiej dyplomacji za Anny Fotygi.

 

Sprawa ujawnia kilka niewesołych konkluzji:

 

Po pierwsze, jeśli Ziobro i prokurator Błach chcieli korzystać z komputerów i trzymać w nich tajne dane, które mogłyby obalić IV RP, powinni kupić sobie po prywatnym laptopie. Dobra maszyna kosztuje ok. 3-3,5 tys. zł. Stać ich. Po wyborach zabraliby je do domu i po krzyku. Ale nie, połakomili się na służbowe. Kiedy przyszła pora gasić światło, zniszczyli sprzęt kupiony za kasę podatników.

 

Po drugie, jeśli zepsucie służbowego laptopa ministra czy prokuratora sprawia, że dane znikają, to oznacza, że nie wykonano kopii zapasowych. W Ministerstwie Sprawiedliwości, w prokuraturze, nie wykonywano kopii zapasowych ważnych plików przechowywanych na dyskach komputerów ważnych ludzi. Niebywałe.

 

Co by było, jeśli minister czy ktoś inny na laptopie miał dokumenty dotyczące ważnego śledztwa, a maszyna by się zepsuła, bez niczyjej złej woli? Codzienne wykonywanie kopii zapasowych kluczowych danych jest standardem w każdej większej firmie obracającej większą ilością dokumentów i informacji. Nie jest to wielka filozofia, dostępne na rynku systemy pozwalają np. na bezprzewodowe zrzucenie zawartości dysku wszystkich komputerów w budynku do jednego dysku zamontowanego w jakimś bezpiecznym miejscu. No ale ktoś by o tym musiał pomyśleć. Zorganizować przetarg na sprzęt. Oprotestować go. Zapytać, dlaczego wygrała właśnie ta firma a nie inna, i czy nie stoją za tym służby specjalne. Powiedzieć o przetargu w „Kropce Nad i” i tak dalej.

 

Po trzecie w końcu, przy okazji katastrofy samolotu Casa wyszło na jaw, że nasz prezydent-który-szybko-się-obraża, na pokładzie rządowego Tu-154 nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym. Dopiero kiedy zrobiła się afera, ktoś wpadł na pomysł zamontowania na pokładzie telefonu satelitarnego. Ciekawe, co też prezydent w locie będzie omawiał, skoro rządowy samolot jest serwisowany w Rosji, u producenta, i nie wierzę, by po każdym powrocie z przeglądu nie został wyposażony w jakiś dodatkowy balast w postaci sprzętu, o którym nasi nie wiedzą.

 

Z tego wszystkiego wyłania się nieciekawy obraz technologicznej zapaści najwyższych kręgów władzy w Państwie. Dobrze, że Polska nie ma broni jądrowej, bo mogłoby się okazać, że kody odpalania rakiet znajdują się na stronie internetowej MON. Rządzący, którzy mogliby coś zrobić z tą zapaścią, zamiast posługiwać się głową, wolą użyć młotka. I nie mam złudzeń, że młotkowanie laptopów dotyczy nie tylko PiS, ale także obecnie nam rządzących.

Odpowiedzi: 4 do “Młotkowanie technologicznej czarnej dziury”

  1. Jaro mówi:

    Dlaczego nie napiszesz, że rząd Jego Sepleniącej Mości nie rządzi, tylko prowadzi nieustająca kampanię?

  2. bogusz mówi:

    Jaki twoje pytanie ma związek z blogonotką, którą komentujesz?

  3. zajac mówi:

    @jaro: a najwspanialszy rzad stulecia pod przewodnictwem premiera wszech czasow to co robil? merytoryczna praca czy parcie na szklo?

  4. Lenny mówi:

    Merytoryczna praca przy parciu na szklo, objawiwajaca sie niekonczacymi konferencjami
    “Dlaczego nie napiszesz, że rząd Jego Sepleniącej Mości nie rządzi, tylko prowadzi nieustająca kampanię?”
    A jusci, kaczory to prawdziwie rzadzili, prawie i sprawiedliwie, mhm, i moze za poFotygowana pania powiesz ze rosyjskiego embarga na polskie zarcie praktycznie nie zniesiono? Prosze, sa granice niedoposzczania do siebie rzeczywistosci ;)

Napisz odpowiedź