dziurawcałym

zdrowy rozsądek. oczy i uszy szeroko otwarte. polityka. media. gospodarka.

Tolerancja dla nietolerancyjnych

Skomentuj »

Czy obchodzi Was, co dzieje się na Haiti, wyspach Bahama? A w Timorze Wschodnim? Nie?

 

Takie pytania przyszły mi na myśl, kiedy dziś rano słuchałem w radiu posła Janusza Zemke komentującego rezygnację El Comendante z funkcji prezydenta Kuby. Głos dał też Lech Wałęsa, jak się okazało przewodniczący komitetowi solidarności z dysydentami na gorącej wyspie.

 

Jedną z wartości zapisanych w instrukcji obsługi ustroju demokratycznego jest tolerancja. Obowiązująca oczywiście tylko do momentu, kiedy spotka się z odmiennymi wartościami, jak na Kubie, Białorusi, w Korei Północnej, w Chinach czy egzotycznej satrapii. Wtedy wolność na sztandary i możemy liczyć szybko powstające komitety „solidarności z” i „ruchy na rzecz demokracji z”. Zasilają je zastępy tych, którzy lepiej wiedzą, co najlepsze dla ludzi z dalekiego kraju.

 

Nie tolerujemy miłości Białorusinów do ich prezydenta nazywanego Baćką, którego portrety wieszają na każdej ścianie, nie chcemy dowierzać doniesieniom o tym, że Kubańczycy drżą o zdrowie Fidela i będą płakać, kiedy go zabraknie. Mamy lepsze recepty i chcemy je aplikować, bo wiemy lepiej.

 

Przypomniał mi się biskup Marek Jędraszewski, który wykładał u mnie na uczelni. Próbowałem z nim dyskutować z wątpiących pozycji. Ze strony szacownego duchownego z tytułem profesorskim koniec końców spotkałem się z argumentem „wszyscy potrzebują wiary, nawet ci, którzy twierdzą inaczej. Oni po prostu jeszcze tego sobie nie uświadamiają, ale my już wiemy, że jej potrzebują”.

 

Chciałbym, żeby tolerancja nie szła w parze z polityczną poprawnością i dopuszczała np. postawę polegającą na olewaniu problemów kubańskich dysydentów, białoruskiej opozycji czy niepodległości Kosowa. Co więcej, żeby dopuszczała nie tylko olewanie, a nawet poglądy całkowicie wywrotowe. Przykład. Rozmawiałem ostatnio z moim przyjacielem. Stwierdził, że uważa homoseksualizm za chorobę, za coś złego i nienaturalnego. Chciałbym, żeby ktoś, kto wypowiedziałby takie poglądy publicznie nie został zaraz, w imię politycznej poprawności, zaklasyfikowany jako palant. Dlaczego? Bo tolerancja przejawia się w czynach, a nie przekonaniach. Koleżka, który wypowiedział te słowa o gejach i lesbijkach, pierwszy stanąłby w obronie słabszego, jeśli zobaczyłby, że narodowcy tłuką uczestnika Parady Równości (ma do tego fizyczne warunki). Ma poglądy, jakie ma, ale nie zamierza z ich powodu nikogo dyskryminować.

 

Zdałem sobie sprawę, że mimo zupełnie różnych poglądów wyjściowych na temat homoseksualizmu, mamy zupełnie takie same poglądy na wszystko inne co z tym związane: związki małżeńskie tych osób, marsze równości, etc.

 

Okazuje się, że można zupełnie się rozmijać w przekonaniach na to samo zagadnienie, ale diagnozy co do konkretnych, technicznych rozwiązań mogą być takie same.

 

Dlatego domagam się, by ludzie, którzy niepodległość Kosowa czy białoruską opozycję mają w nosie lub uważają gejów za chorych, byli wysłuchiwani z równą uwagą, jak ci, którzy dołączają się do zgodnego, politycznie poprawnego chóru solidaryzujących się z Kubą czy domagających się  praw dla gejów. Czyli tolerancja nawet dla nietolerancyjnych.

 

Tak przynajmniej jest prawdziwie. Żeby w końcu ktoś miał odwagę powiedzieć, że, z całym szacunkiem, ale ma np. Kosowo w nosie. Bo jednobrzmiący, zatroskany chór zalatuje hipokryzją.

 

Written by bogusz

luty 19, 2008 @ 7:32 pm

Napisane w international, ludzie

Napisz odpowiedź