Szczyt głupoty
Dzisiejszy „Dziennik”, a konkretnie jego lokalny dodatek „Warszawa” pobił wszystkie rekordy debilizmu.
Pierwsza strona, tekst o wypadku Macieja Zientarskiego, który gnając 200 km/h w Ferrari walnął w słup wiaduktu. 200 kmh. W Polsce. Po polskiej drodze. W mieście. Na ulicy, która jest znana z tego, że jest dziurawa. Na której ograniczenia do 50 km/h powtarzane są co kilkaset metrów.
Tytuł w „Dzienniku”: Zarząd Dróg Miejskich nie czuje się winny.
Dalej jeszcze weselej:
„kolejny śmiertelny wypadek w tym miejscu”
„dwa lata temu urzędnicy obiecywali, że mulda zniknie”
„ludzie ginęli, a ZDM się zastanawiał”
Autorzy, Marcin Przewoźniak i Mateusz Weber ani chwili nie zastanawiają się, czy może jazda 200 km/h po mieście nie jest głupotą. Lepiej automatycznie krytykować leniwych urzędników darmozjadów, niż zreflektować się, że może dobrze, że idiota za kierownicą walnął w słup, a nie w inny samochód, którym ktoś mógł wracać z pracy, może z dzieciakiem odebranym z wieczornego basenu lub całą rodziną z późnych zakupów w markecie. Dobrze, że nie zabił więcej osób ten idiota.

Podciagnalbym pod to, co czesto widac w zachowaniach policjantow. Zle rozumiana solidarnosc zawodowa.
Bo jezdzic tak jak pic, trzeba umic :D
Lenny
marzec 3, 2008 at 2:38 pm
Hm… Próba zakamuflowania wpadki popularnych dziennikarzy? By czytelnikom umknęło w natłoku sugestii i obwinień, że wina leży po stronie kierowcy. Niezła próba.
cutebellatrix
marzec 3, 2008 at 8:37 pm
Co mnie wkurwia? Hipokryzja Superexpressu, który chętnie zamieszcza zbliżenia ofiar wypadków, a przy okazji śmierci swojego dziennikarza udaje gazetę z zasadami.
Jaro
marzec 11, 2008 at 11:50 am