dziurawcałym

zdrowy rozsądek. oczy i uszy szeroko otwarte. polityka. media. gospodarka.

Luksusy pod Centralnym

z 4 komentarzami

Toaleta w podziemiach opodal Dworca Centralnego.

Klienci płacą 1,40 zł, ale zgodnie z najnowszymi trendami w marketingu czeka ich gratis:

I wystarczy jeszcze rzut oka na wystrój, by intymne czynności przebiegały spokojniej – wiesz za co płacisz.

Written by bogusz

lipiec 5, 2008 @ 5:50 pm

Napisane w podpatrzone

Odpowiedzi: 4

Subscribe to comments with RSS.

  1. Jak to bywało dawniej…

    Pełnia komuny – rok 1983 albo 1984.

    Jestem na studium doktoranckim – wspólnie z moją Promotorką zaliczamy jednodniowy wyjazd służbowy do stolicy.
    Program wyjazdu zaliczony.
    Docieramy na Centralny ponad pół godziny przed odjazdem powrotnego ekspresu (“Krakus”) do Krakowa.
    Szukamy WC na dworcu, aby w miarę możności nie musieć potem korzystać z toalety w pociągu -
    błąkamy się po tunelach i przejściach, które (choć właściwie poruszaliśmy się wtedy tylko po kondygnacji bezpośrednio nad peronami) wydają się nam ogromnym pogmatwanym labiryntem – i nie możemy znaleźć!
    (oznaczenia niewyraźne, wiodą donikąd! pytamy ludzi – wyjaśniają inaczej, niżby należało odczytywać znaki, no i każdy kolejny zapytany mówi co innego – po pewnym czasie i sporej porcji takich objaśnień nie wiemy już nic, nawet tego, w jakim miejscu właśnie stoimy!).
    W końcu znajdujemy – zamknięta! Na drzwiach potężna kłódka…
    Tymczasem moja Promotor – już wówczas Pani dobrze ponad 60 – ma dość.
    Kapituluje przed bólem, jakim jest każdy kolejny krok po kilkunastu godzinach spędzonych bez chwili przerwy w pantoflach na wysokich szpilkach, które to pantofle już dawno zdążyły obetrzeć jej obie pięty – ale które są dla mojej Opiekunki Naukowej stałym elementem “oficjalnego” stroju wyjazdowego na czas, gdy nie ma śniegu ani mrozu, podobnie jak kapelusz z broszką i ogromnym piórem, broszka w klapie żakietu, kamea spinająca bluzkę pod szyją…;
    kapituluje też przed skutkami obiadu, do którego wypiła dwie sety, a potem jeszcze jakieś piwo, jakąś kawusię…
    Zaczyna jęczeć, że długo już nie wytrzyma, że musi już, natychmiast, właśnie tutaj i teraz; po chwili żąda tonem niezadowolonej szefowej – oto powinienem jej natychmiast wskazać miejsce, w którym mogłaby rozwiązać swój problem…
    Czasu do dyspozycji coraz mniej, już wiadomo, że nie da się odłożyć podstawowych spraw życiowych na później, po odjeździe pociągu wraz z nami wewnątrz. W tej obłąkanej wędrówce trafiamy w końcu do jakiegoś korytarza, z którego również są zejścia na perony – no więc wiemy na nowo, gdzie jesteśmy – i którym tak “na oko” chodzi mniej ludzi
    (chyba było to przejście łączące perony od strony Emilii Plater, PKiN i dworca Śródmieście).
    Dochodzimy do zejścia na peron IV – na tablicy elektromagnetycznej układają się białe literki “Kraków Główny” na czarnym tle i godzina odjazdu – równocześnie zapowiadają przyjazd naszego ekspresu ze Wschodniego.
    Jacyś ludzie przeszli, nikt nowy chwilowo nie nadchodzi…

    Pani Profesor podejmuje decyzję:
    “Panie…, potrzyma Pan z łaski swojej moją torebkę!”.
    Daje mi do “potrzymania” rzeczoną torebkę i jeszcze dwie siaty;
    następnie prędko podnosi spódnicę wraz z halką, ściąga majtki, kuca wypinając pas do pończoch ku ścianie, błyskawicznie załatwia się na posadzkę tunelu…

    - i oto ulga, najważniejszy stres z głowy, tylko szybko się ubrać – i można ruszać dalej.

    Oddaję Pani Promotor torebkę, siaty dźwigam dalej;
    schodzimy pochylnią, jeszcze długi marsz wzdłuż peronu…
    Do końcowego wagonu pociągu dobiegamy w ostatniej chwili.

    luccio1

    lipiec 25, 2008 at 6:45 pm

  2. mocne. Naprawdę.

    bogusz

    lipiec 28, 2008 at 12:03 am

  3. Po takim doświadczeniu, jak opisane wyżej, moja Pani Profesor podczas kolejnego wspólnego wyjazdu, krótko po opisanym, w identycznej sytuacji
    (bolące nogi w niewygodnych szpilkach, skutki obfitego i nieźle “podlanego” obiadu, potęgujące się gwałtownie ),

    - zrezygnowała z góry z poszukiwania jakiejkolwiek toalety.

    Czując nadciągającą katastrofę, załatwiła się w jakimś zakątku pasażu za Ścianą Wschodnią, przez który przechodziliśmy w drodze do Dworca.

    luccio1

    lipiec 28, 2008 at 9:41 pm

  4. Poza tym, gdyby była możliwość techniczna poprawiania wpisu już wyświetlonego, chętnie przestylizowałbym cokolwiek mój pierwszy wpis (tak, aby jeszcze wzmocnić światłocienie…).

    luccio1

    lipiec 29, 2008 at 8:48 am


Dodaj komentarz