<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:georss="http://www.georss.org/georss" xmlns:geo="http://www.w3.org/2003/01/geo/wgs84_pos#" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do: Luksusy pod Centralnym</title>
	<atom:link href="http://dziurawcalym.wordpress.com/2008/07/05/luksusy-pod-centralnym/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://dziurawcalym.wordpress.com/2008/07/05/luksusy-pod-centralnym/</link>
	<description>zdrowy rozsądek. oczy i uszy szeroko otwarte. polityka. media. gospodarka.</description>
	<lastBuildDate>Sat, 12 Dec 2009 14:02:20 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.com/</generator>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
		<item>
		<title>Autor: luccio1</title>
		<link>http://dziurawcalym.wordpress.com/2008/07/05/luksusy-pod-centralnym/#comment-1719</link>
		<dc:creator>luccio1</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 29 Jul 2008 07:48:44 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://dziurawcalym.wordpress.com/?p=255#comment-1719</guid>
		<description>Poza tym, gdyby była możliwość techniczna poprawiania wpisu już wyświetlonego, chętnie przestylizowałbym cokolwiek mój pierwszy wpis (tak, aby jeszcze wzmocnić światłocienie...).</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Poza tym, gdyby była możliwość techniczna poprawiania wpisu już wyświetlonego, chętnie przestylizowałbym cokolwiek mój pierwszy wpis (tak, aby jeszcze wzmocnić światłocienie&#8230;).</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: luccio1</title>
		<link>http://dziurawcalym.wordpress.com/2008/07/05/luksusy-pod-centralnym/#comment-1718</link>
		<dc:creator>luccio1</dc:creator>
		<pubDate>Mon, 28 Jul 2008 20:41:27 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://dziurawcalym.wordpress.com/?p=255#comment-1718</guid>
		<description>Po takim doświadczeniu, jak opisane wyżej, moja Pani Profesor podczas kolejnego wspólnego wyjazdu, krótko po opisanym, w identycznej sytuacji
(bolące nogi w niewygodnych szpilkach, skutki obfitego i nieźle &quot;podlanego&quot; obiadu, potęgujące się gwałtownie ),

- zrezygnowała z góry z poszukiwania jakiejkolwiek toalety.

Czując nadciągającą katastrofę, załatwiła się w jakimś zakątku pasażu za Ścianą Wschodnią, przez który przechodziliśmy w drodze do Dworca.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Po takim doświadczeniu, jak opisane wyżej, moja Pani Profesor podczas kolejnego wspólnego wyjazdu, krótko po opisanym, w identycznej sytuacji<br />
(bolące nogi w niewygodnych szpilkach, skutki obfitego i nieźle &#8220;podlanego&#8221; obiadu, potęgujące się gwałtownie ),</p>
<p>- zrezygnowała z góry z poszukiwania jakiejkolwiek toalety.</p>
<p>Czując nadciągającą katastrofę, załatwiła się w jakimś zakątku pasażu za Ścianą Wschodnią, przez który przechodziliśmy w drodze do Dworca.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: bogusz</title>
		<link>http://dziurawcalym.wordpress.com/2008/07/05/luksusy-pod-centralnym/#comment-1716</link>
		<dc:creator>bogusz</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 27 Jul 2008 23:03:52 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://dziurawcalym.wordpress.com/?p=255#comment-1716</guid>
		<description>mocne. Naprawdę.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>mocne. Naprawdę.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Autor: luccio1</title>
		<link>http://dziurawcalym.wordpress.com/2008/07/05/luksusy-pod-centralnym/#comment-1715</link>
		<dc:creator>luccio1</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 25 Jul 2008 17:45:44 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://dziurawcalym.wordpress.com/?p=255#comment-1715</guid>
		<description>Jak to bywało dawniej...


Pełnia komuny - rok 1983 albo 1984.

Jestem na studium doktoranckim - wspólnie z moją Promotorką zaliczamy jednodniowy wyjazd służbowy do stolicy.
Program wyjazdu zaliczony.
Docieramy na Centralny ponad pół godziny przed odjazdem powrotnego ekspresu (&quot;Krakus&quot;) do Krakowa.
Szukamy WC na dworcu, aby w miarę możności nie musieć potem korzystać z toalety w pociągu -
błąkamy się po tunelach i przejściach, które (choć właściwie poruszaliśmy się wtedy tylko po kondygnacji bezpośrednio nad peronami) wydają się nam ogromnym pogmatwanym labiryntem - i nie możemy znaleźć! 
(oznaczenia niewyraźne, wiodą donikąd! pytamy ludzi - wyjaśniają inaczej, niżby należało odczytywać znaki, no i każdy kolejny zapytany mówi co innego - po pewnym czasie i sporej porcji takich objaśnień nie wiemy już nic, nawet tego, w jakim miejscu właśnie stoimy!).
W końcu znajdujemy - zamknięta! Na drzwiach potężna kłódka...
Tymczasem moja Promotor - już wówczas Pani dobrze ponad 60 - ma dość.
Kapituluje przed bólem, jakim jest każdy kolejny krok po kilkunastu godzinach spędzonych bez chwili przerwy w pantoflach na wysokich szpilkach, które to pantofle już dawno zdążyły obetrzeć jej obie pięty - ale które są dla mojej Opiekunki Naukowej stałym elementem &quot;oficjalnego&quot; stroju wyjazdowego na czas, gdy nie ma śniegu ani mrozu, podobnie jak kapelusz z broszką i ogromnym piórem, broszka w klapie żakietu, kamea spinająca bluzkę pod szyją...;
kapituluje też przed skutkami obiadu, do którego wypiła dwie sety, a potem jeszcze jakieś piwo, jakąś kawusię...
Zaczyna jęczeć, że długo już nie wytrzyma, że musi już, natychmiast, właśnie tutaj i teraz; po chwili żąda tonem niezadowolonej szefowej - oto powinienem jej natychmiast wskazać miejsce, w którym mogłaby rozwiązać swój problem...
Czasu do dyspozycji coraz mniej, już wiadomo, że nie da się odłożyć podstawowych spraw życiowych na później, po odjeździe pociągu wraz z nami wewnątrz. W tej obłąkanej wędrówce trafiamy w końcu do jakiegoś korytarza, z którego również są zejścia na perony - no więc wiemy na nowo, gdzie jesteśmy - i którym tak &quot;na oko&quot; chodzi mniej ludzi
(chyba było to przejście łączące perony od strony Emilii Plater, PKiN i dworca Śródmieście).
Dochodzimy do zejścia na peron IV - na tablicy elektromagnetycznej układają się białe literki &quot;Kraków Główny&quot; na czarnym tle i godzina odjazdu - równocześnie zapowiadają przyjazd naszego ekspresu ze Wschodniego.
Jacyś ludzie przeszli, nikt nowy chwilowo nie nadchodzi...

Pani Profesor podejmuje decyzję:
&quot;Panie..., potrzyma Pan z łaski swojej moją torebkę!&quot;.
Daje mi do &quot;potrzymania&quot; rzeczoną torebkę i jeszcze dwie siaty;
następnie prędko podnosi spódnicę wraz z halką, ściąga majtki, kuca wypinając pas do pończoch ku ścianie, błyskawicznie załatwia się na posadzkę tunelu...

- i oto ulga, najważniejszy stres z głowy, tylko szybko się ubrać - i można ruszać dalej.

Oddaję Pani Promotor torebkę, siaty dźwigam dalej;
schodzimy pochylnią, jeszcze długi marsz wzdłuż peronu...
Do końcowego wagonu pociągu dobiegamy w ostatniej chwili.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Jak to bywało dawniej&#8230;</p>
<p>Pełnia komuny &#8211; rok 1983 albo 1984.</p>
<p>Jestem na studium doktoranckim &#8211; wspólnie z moją Promotorką zaliczamy jednodniowy wyjazd służbowy do stolicy.<br />
Program wyjazdu zaliczony.<br />
Docieramy na Centralny ponad pół godziny przed odjazdem powrotnego ekspresu (&#8220;Krakus&#8221;) do Krakowa.<br />
Szukamy WC na dworcu, aby w miarę możności nie musieć potem korzystać z toalety w pociągu -<br />
błąkamy się po tunelach i przejściach, które (choć właściwie poruszaliśmy się wtedy tylko po kondygnacji bezpośrednio nad peronami) wydają się nam ogromnym pogmatwanym labiryntem &#8211; i nie możemy znaleźć!<br />
(oznaczenia niewyraźne, wiodą donikąd! pytamy ludzi &#8211; wyjaśniają inaczej, niżby należało odczytywać znaki, no i każdy kolejny zapytany mówi co innego &#8211; po pewnym czasie i sporej porcji takich objaśnień nie wiemy już nic, nawet tego, w jakim miejscu właśnie stoimy!).<br />
W końcu znajdujemy &#8211; zamknięta! Na drzwiach potężna kłódka&#8230;<br />
Tymczasem moja Promotor &#8211; już wówczas Pani dobrze ponad 60 &#8211; ma dość.<br />
Kapituluje przed bólem, jakim jest każdy kolejny krok po kilkunastu godzinach spędzonych bez chwili przerwy w pantoflach na wysokich szpilkach, które to pantofle już dawno zdążyły obetrzeć jej obie pięty &#8211; ale które są dla mojej Opiekunki Naukowej stałym elementem &#8220;oficjalnego&#8221; stroju wyjazdowego na czas, gdy nie ma śniegu ani mrozu, podobnie jak kapelusz z broszką i ogromnym piórem, broszka w klapie żakietu, kamea spinająca bluzkę pod szyją&#8230;;<br />
kapituluje też przed skutkami obiadu, do którego wypiła dwie sety, a potem jeszcze jakieś piwo, jakąś kawusię&#8230;<br />
Zaczyna jęczeć, że długo już nie wytrzyma, że musi już, natychmiast, właśnie tutaj i teraz; po chwili żąda tonem niezadowolonej szefowej &#8211; oto powinienem jej natychmiast wskazać miejsce, w którym mogłaby rozwiązać swój problem&#8230;<br />
Czasu do dyspozycji coraz mniej, już wiadomo, że nie da się odłożyć podstawowych spraw życiowych na później, po odjeździe pociągu wraz z nami wewnątrz. W tej obłąkanej wędrówce trafiamy w końcu do jakiegoś korytarza, z którego również są zejścia na perony &#8211; no więc wiemy na nowo, gdzie jesteśmy &#8211; i którym tak &#8220;na oko&#8221; chodzi mniej ludzi<br />
(chyba było to przejście łączące perony od strony Emilii Plater, PKiN i dworca Śródmieście).<br />
Dochodzimy do zejścia na peron IV &#8211; na tablicy elektromagnetycznej układają się białe literki &#8220;Kraków Główny&#8221; na czarnym tle i godzina odjazdu &#8211; równocześnie zapowiadają przyjazd naszego ekspresu ze Wschodniego.<br />
Jacyś ludzie przeszli, nikt nowy chwilowo nie nadchodzi&#8230;</p>
<p>Pani Profesor podejmuje decyzję:<br />
&#8220;Panie&#8230;, potrzyma Pan z łaski swojej moją torebkę!&#8221;.<br />
Daje mi do &#8220;potrzymania&#8221; rzeczoną torebkę i jeszcze dwie siaty;<br />
następnie prędko podnosi spódnicę wraz z halką, ściąga majtki, kuca wypinając pas do pończoch ku ścianie, błyskawicznie załatwia się na posadzkę tunelu&#8230;</p>
<p>- i oto ulga, najważniejszy stres z głowy, tylko szybko się ubrać &#8211; i można ruszać dalej.</p>
<p>Oddaję Pani Promotor torebkę, siaty dźwigam dalej;<br />
schodzimy pochylnią, jeszcze długi marsz wzdłuż peronu&#8230;<br />
Do końcowego wagonu pociągu dobiegamy w ostatniej chwili.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>
